Trichotillomania
Forum dla cierpiących na trichotillomanię i trichofagię. To choroba o podłożu obesyjno-kompulsywnym. Jeśli wyrywasz włosy i czujesz się osamotniona/ny ze swoim problemem, to jest miejsce dla Ciebie. Razem będzie nam łatwiej poradzić sobie z trich.
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 


nowa się wita i żali

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Trichotillomania Strona Główna -> Przywitalnia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat

Autor Wiadomość
michifu
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik



Dołączył: 23 Maj 2014
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Maj 25, 2014, 3:30 pm    Temat postu: nowa się wita i żali

Witam wszystkich [dotkniętych tą paskudną chorobą]!

Mam lat 22, od mniej więcej 6 lat męczę się z trich. Od zawsze wyrywałam to i owo, ale nigdy za bardzo. Dopiero w liceum (zgaduję, że w związku z trzymaniem pewnej tajemnicy i stresu) zaczęłam wyrywać włosy. Robiłam to nieświadomie przez miesiące, aż coś mnie tknęło, żeby to wygooglować. Byłam w szoku. Miałam wtedy też epizody depresyjne, mówiłam o tym psychiatrze, ale to nic nie zmieniło. Przez maturą mi się polepszyło, miałam znów fryzurę. Potem było tylko gorzej.

Teraz wyrywam z czubka głowy albo z tyłu, muszę nosić kitkę, żeby zakryć prześwity. Marzy mi się noszenie rozpuszczonych włosów....
Zaszalałam ostatnio i zrobiłam sobie tipsy, więc nie umiem za dużo na głowie zdziałać - i dobrze. Myślałam, żeby kupić Nanogen czy coś tam, żeby pokryć prześwity, skrócić włosy i nosić rozpuszczone. Ale nie wiem, czy dam radę, nie ufam sobie...

Zawsze myślałam, że jestem jedyna na świecie z tym czymś... Albo jestem jakaś gorsza. Ale widzę, że dużo osób tu zagląda. Czy są tu takie "normalne" osoby? Bo wydawało mi się, że to dotyka tylko nieogarniętych studentek lub porażek życiowych. Są tu jakieś nauczycielki, naukowcy, lekarze, krawcowe, spikerki radiowe? Very Happy

Wspomagacie się sportem, żeby wyrzucić trochę stresu?

Czy ktoś zdecydował się ściąć bardzo bardzo krótko? Nosi perukę?

Czy wasi bliscy wiedzą o trich? Mówicie o tym otwarcie?

Miałyście robione badania neurologiczne pod tym kątem, np. EEG?

Myślicie, że powinnam spróbować rozwiązać tamtą sprawę, przez którą [chyba] się zaczęło? Tajemnica skończyła się kłótnią, zerwaniem przyjaźni i obwinianiem mnie na coś, czego nie zrobiłam... Nie wiem, czy warto wracać do tego, a może wcale nie uda mi się tego rozwiązać.

Byłoby mi bardzo miło, gdyby ktoś tu odpisał. Widzę, że zagląda w wątki kilka setek osób, ale odpowiedzi jest zaledwie kilka...

Pozdrawiam,
mały kot


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Kasiaczek
Zaawansowany użytkownik
Zaawansowany użytkownik



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 177
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czerwiec 5, 2014, 2:49 pm    Temat postu:

Witaj,

Ja jestem akurat specjalistką od rzęs, ale to ta sama choroba. Z tego co się orientuję, sądząc przede wszystkim z poziomu wypowiedzi, większość zaangażowanych w to forum osób to ludzie inteligentni i wykształceni, ale faktycznie z różnymi zawirowaniami życiowymi, albo problemami rodzinnymi, albo po prostu zawiłej psyche Smile Ja też do takich należę...Jestem zupełnie normalną osobą, ale w wieku szkolnym nie potrafiłam okiełznać stresu i przeżywałam wszystko zbyt mocno. Nauczyciele nie pomogli, rodzicom nic nie mówiłam i w efekcie znalazłam swój własny sposób na uspokojenie...jak się okazało, jeszcze bardziej destrukcyjny niż sam szkolny stres...czyli wyrywanie. Wie o tym jedynie mój mąż, który nigdy tego nie roztrząsał, a jedynie mnie słuchał - i takie nastawienie bardzo mi odpowiadało/odpowiada. Obecnie wiodę naprawdę szczęśliwe i poukładane życie, a mimo to trich cały czas mi towarzyszy. Przełomowy był dzień, kiedy dowiedziałam się, że to choroba, i że jest wiele osób, które się z tym zmagają. O chorobie trzeba dowiedzieć się jak najwięcej (pomogło mi forum) i z chorobą trzeba walczyć (choć walka z chorobą przewlekłą wygląda inaczej, niż z ostrą; więcej w niej respektu, taktyki, mniej euforii z powodu zwycięstw, ale i mniej złości z powodu chwilowych dołków). Nie robiłam nigdy żadnych dodatkowych badań, nie chodzę do psychiatry ani psychologa, choć uważam, że jak najbardziej mogą pomóc i w niektórych sytuacjach terapia może być punktem wyjścia, taką deską ratunku.
Problemy z przeszłości zawsze warto rozwiązać, rozliczyć się z nimi. Nie przeceniam jednak roli historii - ani w polityce, ani w życiu osobistym. Trich jest tu i teraz, i to tu i teraz trzeba z nim żyć, starając się umniejszyć jego oddziaływanie na życie, osłabić go, a jednocześnie wzmocnić swoje własne poczucie wartości. Przy trich, decydując się na walkę z nim, trzeba być przekonanym o słuszności tej decyzji i konsekwentnie oddalać od siebie wszelkie okazje, które mogą umacniać go, a osłabiać nas. Sport, kontakty z ludźmi (satysfakcjonujące), hobby to sprawy, które zdecydowanie pomagają. Siedzenie w domu, TV, komputer, zatapianie się w sobie i swoich problemach - wzmacniają tylko trich. Cieszę się, że tu jesteś i zdecydowałaś się napisać, bo to pierwszy krok do zmian. Pisz, choćby nikt nie odpisywał. To pomaga. Pozdrawiam.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
toniemy
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik



Dołączył: 02 Sie 2013
Posty: 14
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Krosno
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Lipiec 12, 2014, 11:34 pm    Temat postu:

ja również witam
w tym roku rozpoczynam studia wiec nie wiem czy zaliczam się do grupy tych "normalnych" Smile
ja również wyrywam włosy z czubka głowy i mam już łysinę sporych rozmiarów. od klas podstawowych nie było dnia w którym nosiłam rozpuszczone włosy nawet na swoja studniówkę zrobiłam beznadziejnego koczka (bałam się iść do fryzjerki ). znajomi zadają mi pytania dlaczego nigdy ich nie rozpuszczam włosów a ja odpowiadam wymijająco (np ze tak mi jest wygodnie)
z rodziną nie rozmawiam o swojej chorobie. gdy byłam młodsza rodzeństwo drwiło ze mnie a mama biła mnie po dłoniach za wyrywanie włosów. Gdy teraz ktoś z rodziny zwróci mi uwagę wybucham złością
czasami myślę o obcięciu się na łyso a czasami o wizycie u psychiatry. nigdy nie miałam robionych żadnych badan.
pozdrawiam,
Kasia


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
michifu
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik



Dołączył: 23 Maj 2014
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sierpień 5, 2014, 10:36 am    Temat postu:

Ja się może zamelduję. Była chwila, kiedy się ogarnęłam i nie wyrywałam. Pojawiły się cudowne myśli: "już tyle za mną, włosy mi odrastają, za miesiąc będę mogła się obciąć i iść na obronę jak człowiek!". Chyba nie muszę tłumaczyć, co było potem. Na 2 tygodnie ogarnięcia przypadają 2 miesiące wyrywania do tego stopnia, że skóra głowy mnie boli i swędzi i prawie nie mam czym tego przykrywać...
Problemy w byłej pracy dalej się na mnie odbijają. Przytyłam, zepsułam sobie kolano, kręgosłup mnie ciągle boli. Czuję się ze sobą okropnie. Pisałam ostatnio egzamin, przygotowywałam się porządnie, ale był trudniejszy niż się wszyscy spodziewali... Tyle pracy, a ja porobiłam głupie błędy. Chcę zacząć teraz studia, ale ciągle się gryzę z myślami, czy mi się uda, czy powinnam, czy się nadaję... A nawet jakbym chciała wybrać coś innego, to nie mam wielu opcji. Wszystko mnie przygnębia.
Czas odmierzam w jednostce "jeśli dzisiaj zacznę nie wyrywać, za 2 miesiące włosy mi odrosną, za 3-4 będę wyglądać normalnie" albo "jeśli dzisiaj zacznę dietę i ćwiczenia, to za 2-3 miesiące nie będę już taka spasiona". Chęć zmiany mam, ale nie wystarczająco dużą, żeby wytrwać w postanowieniach.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Kasiaczek
Zaawansowany użytkownik
Zaawansowany użytkownik



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 177
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sierpień 5, 2014, 1:12 pm    Temat postu:

Cześć Michiflu! A próbowałaś kiedyś przebiec maraton? Doświadczenia innych ludzi mówią, że nie ma człowieka, który nie byłby w stanie tego zrobić, pod warunkiem, że jest ogólnie zdrowy. No i się do tego przygotuje jak należy w sensie treningów. Biegają stare dziadki i młode dziewczyny, straszne chudzielce i kobitki z nadwagą. A ostatnie 10 kilometrów siedzi w głowie - kwestia MOTYWACJI. No dobra, wiem, z powodu kolana i kręgosłupa może to nie wchodzić w grę. Chodzi jednak o to, żeby robić jakieś rzeczy, które wydają się pozornie niemożliwe. Stawiać cele, które wytrwałą pracą na pewno da się osiągnąć, choć wydaje się to trudne. Zobacz: jeśli za punkt odniesienia w kwestii własnej wartości dajesz sobie sukcesy w walce z chorobą, to jeszcze się pogrążasz dodatkowo. Wydaje Ci się, że niczego nie potrafisz, bo nie potrafisz wytrwać bez wyrywania. Powstaje błędne koło, bo jesteś coraz mniej pewna siebie, coraz bardziej zdołowana i...coraz więcej wyrywasz. A na chorobę nie masz przecież takiego wpływu, jak np. na nauczenie się haftowania czy przebiegnięcie maratonu! Musisz koniecznie zacząć w życiu robić coś, co Ci wychodzi albo wyjdzie, co podniesie Twoją wiarę we własne siły, a pewnego dnia okaże się, że i walka z trich stanie się bardziej sensowna. Trzymaj się.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
michifu
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik



Dołączył: 23 Maj 2014
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sierpień 5, 2014, 5:19 pm    Temat postu:

Jak mi miło, że ktoś tu zagląda i nawet odpisuje... Ja się czuję trochę niedopieszczona - mimo że teoretycznie ma mnie kto wspomóc, to czuję się taka "dogłębnie niepocieszona".
Myślałam o maratonie, a bardziej o pół-maratonie. 2 lata temu udało mi się trochę wyrobić kondycję. Miałam wtedy chyba najlepszy miesiąc życia: cały dzień oglądałam seriale i robiłam biżuterię, plotłam koraliki i robiłam ciągle coś rękami, wieczorem biegałam godzinę, prysznic, koraliki, spanie, w międzyczasie koty. Nie miałam nic na głowie, było mi dobrze... Teraz przez kręgosłup nie umiem np. prasować albo posprzątać mieszkania bez bólu kolejnego dnia, więc bieganie nie wchodzi już w grę (ewentualnie lekki pilates, po którym i tak nie jest dobrze). Nie mogę też sobie pozwolić na nicnierobienie, mimo że i tak jestem w świetnej sytuacji, bo nie muszę (a powinnam) pracować.
Kupiłam sobie maszynę do szycia i trochę szyłam. Idzie mi coraz lepiej, lubię się w to bawić i widzieć efekty. Tu gdzie mieszkam maszyny mieć nie mogę, więc pozostają mi może 2 tygodnie w roku na szycie... Ale chyba muszę sobie koraliki przywieźć. Ale przecież mam się uczyć! W październiku zaczynam studia w innym języku i nie wiem, jak mi pójdzie... To będzie mój drugi obcy język, w którym nie czuję się jeszcze dobrze ani naturalnie. Czuję się jak bezgłosy i bezwłosy wyrzutek.
Najbardziej to bym chciała psa albo kota. Bardzo mi brakuje tej zwierzęcej, bezinteresownej miłości... Jednak teraz nie mam takiej opcji, muszę zadowolić się pluszakami.
Dziękuję za zainteresowanie...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Kasiaczek
Zaawansowany użytkownik
Zaawansowany użytkownik



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 177
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sierpień 5, 2014, 11:51 pm    Temat postu:

Też jestem kociarą Smile To cudowne wiedzieć, że bez względu na to, co sama o sobie myślę, ktoś stale mnie kocha i potrzebuje, i nie oczekuje, że stanę się inna. Mam cudowną kotkę, której zawdzięczam trochę spokoju i dystansu do świata. Życzę Ci, żebyś jak najszybciej mogła mieć przy boku jakiegoś futrzastego przyjaciela. Okres studiów ciężko przejść bez wyrywania, bo jest sporo napięć i terminy. Mnie łatwiej jest teraz, kiedy mam pracę, rodzinę i tyle zajęć, że nie myślę za bardzo o sobie. Pewnie dla każdego jest dobre/lepsze co innego, poza tym skończenie dobrych studiów to ważna sprawa. Ale w sumie, patrząc na wszystko z jakiejś perspektywy, nie najważniejsza. I tak o nich myśl. Pozdrawiam.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Ruby
Administrator
Administrator



Dołączył: 14 Lut 2010
Posty: 992
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gloomsville
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sierpień 28, 2014, 2:31 pm    Temat postu: Re: nowa się wita i żali

michifu napisał:

Zawsze myślałam, że jestem jedyna na świecie z tym czymś... Albo jestem jakaś gorsza. Ale widzę, że dużo osób tu zagląda. Czy są tu takie "normalne" osoby? Bo wydawało mi się, że to dotyka tylko nieogarniętych studentek lub porażek życiowych. Są tu jakieś nauczycielki, naukowcy, lekarze, krawcowe, spikerki radiowe? Very Happy

Wspomagacie się sportem, żeby wyrzucić trochę stresu?

Czy ktoś zdecydował się ściąć bardzo bardzo krótko? Nosi perukę?

Czy wasi bliscy wiedzą o trich? Mówicie o tym otwarcie?

Miałyście robione badania neurologiczne pod tym kątem, np. EEG?


Po pierwsze witaj Michifu na forum Smile

Po drugie co to znaczy "normalnie"? Normalność to pojęcie względne, to że wyrywasz włosy nie znaczy, że jesteś nienormalna. Ja jestem z wykształcenia dziennikarzem i w tym zawodzie również pracuje. Po mimo trich zdarza mi się wystąpić przed kamerą i jakoś sobie radzę.

Odpowiadając na Twoje pytania ja nie wspomagam się sportem bo nie należę do wysportowanych osób, rekreacyjnie tylko spacery i wycieczki w góry.

Moi bliscy wiedzą o mojej chorobie, rzadko kiedy na ten temat rozmawiamy ale wiedzą. W tym roku również miałam robione badania EEG. Wszystko jest w normie. Wspomagam się psychoterapią i czasami wizytami u psychiatry.

Szczerze mówiąc wszystkim polecam psychoterapię.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
michifu
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik



Dołączył: 23 Maj 2014
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Styczeń 11, 2015, 9:35 pm    Temat postu:

Dawno tu nie zaglądałam, ale uznałam, że może warto coś dopisać do mojego wpisu, uaktualnić info...
Trich jest i nie chce sobie pójść. Osiągnęłam taki moment, że brzydzę się sobą. W lipcu rwałam włosy bez opamiętania, ciągle zbierałam kłaki z podłogi i taki stan trwał do grudnia. O dziwo, miałam jeszcze czym zaczesać dziury... Niestety, zaczęłam się obżerać bardziej niż zwykle, nie odmawiałam sobie niczego. Co za tym idzie, spasłam się jak świnia. Ostatnio trochę się ogarniam, zwłaszcza w związku z wagą. Już nawet nie chodziło mi o to, że wyglądam jak baleron, ale przestałam się mieścić w swoje ubrania... Nigdy nie lubiłam zakupów, a kupowanie nowych ubrań w rozmiarze XXXXXXXXXXXXL mi się nie uśmiechało. Zaczęłam ćwiczyć, bo nie chcę się dalej ukrywać pod wielkimi swetrami... Nawet nie jest tak źle, ale smutno mi, że zdrowe jedzenie jest takie drogie i trzeba tyle siedzieć w kuchni... No nieważne, ćwiczę i jem lepiej, zobaczymy jak będzie. 5 dni za mną, ale już tracę wiarę, że mi się uda.
Trich jest ze mną, ale to moje tłuste ciało było na pierwszym planie. Jak ja bym chciała iść nad wodę w nowym stroju (kupiłam w tamtym roku na wyprzedaży i czeka na kolejny sezon), popływać z rozpuszczonymi włosami, nie przejmować się kosmykami w nieładzie, położyć się na kocyku bez wciągania brzucha i zakrywania fałd i posmażyć się na słońcu, bez myślenia "oo, tu mam prześwit we włosach, oo nie, ale cellulit, oo nie, wyglądam okropnie".
Ja już nie chcę się tak źle czuć sama ze sobą!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Trichotillomania Strona Główna -> Przywitalnia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group | | UNTOLD Style by ArthurStyle
Regulamin